sobota, 18 stycznia 2014

Permanentne oblężenie balkonu

Mimo, że temperatury powoli robią się ujemne i pewnie będzie coraz chłodniej, Lusia nie daje za wygraną i domaga się swobodnego dostępu do balkonu niemalże 24 godziny na dobę. Dobrze, że nie próbuje sobie otwierać pod naszą nieobecność.


Sytuacja nabrała nowych kolorów od kiedy mamy karmnik. Nigdy nie wiadomo, kiedy nadleci sikorka czy wróbel, więc przy każdej zabawie czy drzemce trzeba co chwila zerkać w tamtym kierunku. Kino nie z tej ziemi!


Generalnie, mamy z tego całego nadzorowania niezły ubaw, gorzej jest w nocy... No i niestety kocie płacze też się nie skończyły. Na moment problem rozwiązał balkon właśnie, ale po jakimś czasie znowu się zaczęło. 


Nie mamy pomysłu co mówi kotek. Strasznie jest to wkurzające, a z drugiej strony szkoda mi zwierzaka. Jedyna obserwacja to to, że Lutka nie lubi deszczu. Nie wiem, za dużo dźwięków dokoła i jeszcze ta biegnąca przez balkon właśnie rynna, a w niej tajemniczy, dudniący goście, których nijak nie można podejrzeć. Koci dramat! Próbujemy prośbą i groźbą. Widać taki to już temperamentny kotek :) Coś za coś, Nie zamieniłabym za żadne skarby!

2 komentarze:

...piernikowo...cynamonowo... pisze...

Piękne Te Wasze kotki :)

Agnieszka pisze...

Już niestety jedna od jakiegoś czasu, ale nadal piękna. Dziękujemy za komplement :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com