sobota, 9 lutego 2013

Kwiaty zimą

Ehh. Znowu dostałam alergii nie wiadomo na co. Mam siebie serdecznie dość. Nie mam pomysłu, co to może być. Korelacji z robieniem czegoś, gdzieś bywaniem, tudzież pojawieniem się jakichś nowych rzeczy nie dostrzegam. Istnieje taka opcja, że nieco kichałam na Agatkę, ale... Agaci już nie ma, a ja kicham i prycham od sasa do lasa, w domu i nie w domu, rano i wieczorem, ciurkiem i z przerwami, bez sensu. Ratunku!

Nie chcę iść do lekarza, bo niestety z doświadczeń moich, i nie tylko moich, wynika, że alergologia to czarna magia i właściwie lekarz oczekuje, że się będę samoobserwować, dzięki czemu potem się samozdiagnozuję. W tym wypadku - niewykonalne. Jestem załamana. Nie mam pomysłu, a do tego maine coon nadal mi się marzy. Łikendowy dramat.

No nic, starczy tego zrzędzenia. Na zamówienie specjalne, wpis miał być obrazkowo-domowy. A zatem, spróbuję mimo wszystko.


Od dłuższego już czasu tęsknię za wiosną, światłem i zielenią. Tak, tak, jako alergik nie powinnam - ups, temat mnie prześladuje - ale cóż poradzić, lubię i potrzebuję! A zatem, wzorem zeszłorocznym, zaopatrzyłam się w "cebulaki". Tym razem, w kuchni zagościł tulipan. Z niecierpliwością czekam, cóż się z niego rozwinie. A od Męża dostałam hiacynta. Zdjęcia brak, bo zagościł u nas po sesji fotograficznej.


Kupiłam także nowego, drobnego storczyka do mojego ulubionego mlecznika. Niestety, poprzedni egzemplarz nie odżył po zakwitnięciu. Okazał się być kwiatem jednorazowym. Mam nadzieję, że nowa roślinka nie podzieli losu swojego poprzednika.


Niechaj już dzisiaj będzie wpis kwiatowy. Pochwalę się jeszcze roślinką od Teściów. Kolejny, piękny storczyk. Może i są teraz modne, wszędobylskie, a zatem mało oryginalne, ale jakież piękne! Do tego, ten ma przepiękny kolor. Wygląda jak stworzony przez Andy Warhola - taki jasny i mocno zachlapany purpurową farbą. W malinowej donicy idealnie pasuje do kuchni. Obawiałam się troszkę, co na to Lusia, ale kwiat stoi tak już sobie dwa tygodnie i - jak widać - wciąż prezentuje się pięknie. Lucynka tylko od czasu do czasu wyjmuje sobie do zabawy coś z doniczki.


Zamykając ten wpis błyskotliwą klamrą, mam nadzieję, że nie kicham na kwiaty. Zresztą, to i tak nie do wymyślenia... Miałam robione testy i właściwie nigdy nic mądrego z nich nie wyszło. Na dobrą sprawę, jestem uczulona na wszystko w różnym stopniu, drzewa, zboża, pleśnie, psy, kotki i co tam jeszcze się zakrapla. No nic, mam nadzieję, że po prostu przejdzie!!!

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Łączę się w bólu! Mi tydzień temu spuchła górna warga, jak u Pameli Anderson po botoksie. Pani alergolog zaleciła testy bez nadzieji, że uda się znaleźć przyczynę. Od tamtej pory jestem mocno przeziębiona a dziś zaczęły mnie swędzieć dłonie od wewnątrz, też jakby uczuleniowo! no i ten permanentny katar :-/ A kwiaty piękne, te od teściów to widać że z sercem wręczane - przepiękne! Magda A.

Agnieszka pisze...

O rety, znam ten ból z Pamelą. Przerabiałam kilka lat temu. Do dziś nie wiadomo, co to było, ale na szczęście nie wróciło. Byłam wtedy nawet w jakimś szpitalu na konsultacjach u superspeców od superalergii... tia... Ważne, że po jakimś czymś antybiotykopodobnym poszło w cholerę. Trzymam kciuki za Twoje odejście Pameli. Buziaki!

Ania pisze...

Uwielbiam czytac i ogladac te zdjecia :) piekne!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com