niedziela, 10 lutego 2013

Łikendowa kawa

Jak wiadomo, rosyjskie niebieskie lubują się w uczestniczeniu we wszelkiej człowiekowej działalności domowej. Myślę, że jest to jedna z zasadniczych różnic, jaką zdążyłam zaobserwować pomiędzy moimi dwoma kociakami. Nasza maine coonka dreptała za nami niczym mały puchaty psiak, towarzyszyła. Po prostu była, uczestniczyła poprzez samą obecność, grzecznie patrzyła i czekała na rozwój sytuacji. Luśka natomiast - działa. Uczestniczy w przesadzaniu kwiatów, wymianie worków na śmieci, słaniu łóżka i robieniu kawy. Dlatego właśnie, często naszemu ekspresowi wyrasta nowy, puchaty element, bez którego kawa nie smakowałaby tak dobrze...




sobota, 9 lutego 2013

Kwiaty zimą

Ehh. Znowu dostałam alergii nie wiadomo na co. Mam siebie serdecznie dość. Nie mam pomysłu, co to może być. Korelacji z robieniem czegoś, gdzieś bywaniem, tudzież pojawieniem się jakichś nowych rzeczy nie dostrzegam. Istnieje taka opcja, że nieco kichałam na Agatkę, ale... Agaci już nie ma, a ja kicham i prycham od sasa do lasa, w domu i nie w domu, rano i wieczorem, ciurkiem i z przerwami, bez sensu. Ratunku!

Nie chcę iść do lekarza, bo niestety z doświadczeń moich, i nie tylko moich, wynika, że alergologia to czarna magia i właściwie lekarz oczekuje, że się będę samoobserwować, dzięki czemu potem się samozdiagnozuję. W tym wypadku - niewykonalne. Jestem załamana. Nie mam pomysłu, a do tego maine coon nadal mi się marzy. Łikendowy dramat.

No nic, starczy tego zrzędzenia. Na zamówienie specjalne, wpis miał być obrazkowo-domowy. A zatem, spróbuję mimo wszystko.


Od dłuższego już czasu tęsknię za wiosną, światłem i zielenią. Tak, tak, jako alergik nie powinnam - ups, temat mnie prześladuje - ale cóż poradzić, lubię i potrzebuję! A zatem, wzorem zeszłorocznym, zaopatrzyłam się w "cebulaki". Tym razem, w kuchni zagościł tulipan. Z niecierpliwością czekam, cóż się z niego rozwinie. A od Męża dostałam hiacynta. Zdjęcia brak, bo zagościł u nas po sesji fotograficznej.


Kupiłam także nowego, drobnego storczyka do mojego ulubionego mlecznika. Niestety, poprzedni egzemplarz nie odżył po zakwitnięciu. Okazał się być kwiatem jednorazowym. Mam nadzieję, że nowa roślinka nie podzieli losu swojego poprzednika.


Niechaj już dzisiaj będzie wpis kwiatowy. Pochwalę się jeszcze roślinką od Teściów. Kolejny, piękny storczyk. Może i są teraz modne, wszędobylskie, a zatem mało oryginalne, ale jakież piękne! Do tego, ten ma przepiękny kolor. Wygląda jak stworzony przez Andy Warhola - taki jasny i mocno zachlapany purpurową farbą. W malinowej donicy idealnie pasuje do kuchni. Obawiałam się troszkę, co na to Lusia, ale kwiat stoi tak już sobie dwa tygodnie i - jak widać - wciąż prezentuje się pięknie. Lucynka tylko od czasu do czasu wyjmuje sobie do zabawy coś z doniczki.


Zamykając ten wpis błyskotliwą klamrą, mam nadzieję, że nie kicham na kwiaty. Zresztą, to i tak nie do wymyślenia... Miałam robione testy i właściwie nigdy nic mądrego z nich nie wyszło. Na dobrą sprawę, jestem uczulona na wszystko w różnym stopniu, drzewa, zboża, pleśnie, psy, kotki i co tam jeszcze się zakrapla. No nic, mam nadzieję, że po prostu przejdzie!!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com