sobota, 19 stycznia 2013

Dobranoc, do zobaczenia

Serduszko Agaci przestało bić. Dorwał ją jakiś paskudny wirus i zabrał w ciągu dwóch dni. Nie wiem, co i jak napisać, ale mam ogromną potrzebę, no i przedstawiłam Wam ją tutaj chwilkę temu, więc spróbuję...

...bo teraz ona jest wszędzie. Drobi w swoich za dużych kapciach taniec wokół misek za każdym razem, kiedy wchodzę do kuchni i szuka drugiego kotka w piekarniku. Patrzy z podziwem szeroko otwartymi ślepiami jak ciocia Lusia biega po niedostępnym blacie. Goni za piłeczką ping-pongową, bo uwielbiała - Luśka od zawsze uważa to za głupie - i rozmawia ze mną, bo zawsze coś tam sobie poszeptałyśmy. Zupełnie nie mieści się w kuwecie i w swoim ukochanym za małym koszyczku. Z dużym zainteresowaniem śledziłam jej kroczki, czekałam aż Lusia ją polubi i pozwoli bardziej bywać - na łóżku i na krześle. Czekałam aż będzie już pięknym lwem, urosną jej maine coonie pućki i będzie dwa razy większa od ciotki i nie da już sobie w michę dmuchać. Była taka bardzo, bardzo moja po prostu, chociaż tak króciutko.
 
Najbardziej mi przykro, że malutka miała tylko 6 miesięcy, ale ponoć to takie gówno, które właśnie takie małe bobry zabiera. Maleńkie zwierzątko zostawiło ogromną dziurę w sercu, ale wierzę, że jeszcze się zobaczymy...

2 komentarze:

Beata pisze...

bardzo mi przykro :( była przepięknym kocurem! :(

Ania pisze...

łezki napłynęły do oczu :( Gacia była cudna, pod każdym względem!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com