środa, 30 stycznia 2013

Blog roku i klasyczny russian blue

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu, to jest właśnie mój dystyngowany rosyjski niebieski, pogrążony w tęsknocie za Panem...



W tej właśnie pozycji Lusia pomagała mi wczoraj rozsyłać uśmiechnięte prośby o Wasze głosy na bloga Mojej Kolekcji Naparstków.

Zgłosiłam się do konkursu na Blog Roku przede wszystkim po to, aby więcej osób mogło się dowiedzieć o mojej pasji, czyli o tym, jakie piękne i oryginalne mogą być... naparstki! Dlatego zapraszam Was serdecznie na bloga mojej kolekcji!

Jeśli zainteresował Cię mój naparstkowy blog, jeśli zatrzymałeś się choćby na chwilkę w zadziwieniu, że w ogóle można mieć takie hobby, zagłosuj na mnie w konkursie!

Zagłosuj na Moją Kolekcję Naparstków wysyłając sms na numer 7122, w treści podając numer G00192. Koszt sms to 1,23 zł.
UWAGA! W numerze bloga znak "0" to cyfra zero. Pamiętaj także, aby nie wstawiać w sms spacji.
Dochód z sms zostanie przekazany na integracyjno-rehabilitacyjne obozy dla dzieci z ubogich rodzin i dzieci niepełnosprawnych.

Jeśli znasz kogoś, kogo mógłby zainteresować mój blog, może jakiegoś "zbieracza" albo może chętnego do zapoczątkowania własnej kolekcji naparstków, zaproś go proszę na blog Mojej Kolekcji Naparstków.

wtorek, 29 stycznia 2013

Charakterna puma

Lusia jest potworem! Kiedy zabrakło Agatki była zachwycona. Sprawdziła całe mieszkanie, obwąchała każdy kąt i już od pierwszego dnia stała się najukochańszym, najtulaśniejszym, najmojszym i najsłodziej rozbrykanym kotkiem. Zdarza się jej nawet pomylić i zwinąć w kłębek na kolanach! Diabelec w nią wstąpił i najwyraźniej nie odpuszcza.

Teraz Pawła zawezwano na dni trzy do Krakowa. I cóż... Lusia zamiast rozpaczać - jak to zawsze miało miejsce - za swoim Panciem, jest we mnie na dobre zakochana. Zapewne znowu jest to wynik jakichś chwilowych kocich zawirowań psychicznych i nie liczę, że potrwa to długo, ale momentami prawie jej wierzę i korzystam oczywiście!

Uwielbiam tę zgrabną, niebieską pumę, prawdziwa kocia dama, jak z egipskich posążków. Dystyngowana, poważna i nadąsana jak na gwiazdę przystało. Ale złośliwe "to to" i nieposłuszne niemożliwie! No, ale w końcu chadza swoimi ścieżkami...

Dlatego też tęsknię za Agatką bardzo. I nie chodzi tu o jakąś lepszość puszatego kotka nad niebieskim. Gacia była po prostu kompletnie innym kocurem. Razem mogłyby stworzyć idealny tandem, przecież kto się czubi ten się lubi, a przeciwieństwa się przyciągają.

sobota, 19 stycznia 2013

Dobranoc, do zobaczenia

Serduszko Agaci przestało bić. Dorwał ją jakiś paskudny wirus i zabrał w ciągu dwóch dni. Nie wiem, co i jak napisać, ale mam ogromną potrzebę, no i przedstawiłam Wam ją tutaj chwilkę temu, więc spróbuję...

...bo teraz ona jest wszędzie. Drobi w swoich za dużych kapciach taniec wokół misek za każdym razem, kiedy wchodzę do kuchni i szuka drugiego kotka w piekarniku. Patrzy z podziwem szeroko otwartymi ślepiami jak ciocia Lusia biega po niedostępnym blacie. Goni za piłeczką ping-pongową, bo uwielbiała - Luśka od zawsze uważa to za głupie - i rozmawia ze mną, bo zawsze coś tam sobie poszeptałyśmy. Zupełnie nie mieści się w kuwecie i w swoim ukochanym za małym koszyczku. Z dużym zainteresowaniem śledziłam jej kroczki, czekałam aż Lusia ją polubi i pozwoli bardziej bywać - na łóżku i na krześle. Czekałam aż będzie już pięknym lwem, urosną jej maine coonie pućki i będzie dwa razy większa od ciotki i nie da już sobie w michę dmuchać. Była taka bardzo, bardzo moja po prostu, chociaż tak króciutko.
 
Najbardziej mi przykro, że malutka miała tylko 6 miesięcy, ale ponoć to takie gówno, które właśnie takie małe bobry zabiera. Maleńkie zwierzątko zostawiło ogromną dziurę w sercu, ale wierzę, że jeszcze się zobaczymy...

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Pan Jurek w czerwonych spodenkach

Może i jestem naiwna (nawet z całą pewnością jestem), ale - ku mojemu zdziwieniu - niespodziewanie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy stała się elementem polityczno-kościelnej wojny. Partie opozycyjne dumnie wypowiadały się wczoraj o bojkotowaniu "lewackiej" akcji Owsiaka i wspieraniu organizacji kościelnych. Ja tymczasem, dałam wczoraj na tacę i wsparliśmy oczywiście WOŚP - większą kwotą, bo to przecież raz do roku. Co więcej, pod naszym kościołem kwestowały całe rodziny i żaden ksiądz ich z miotłą nie ganiał, w kazaniu także ani słowa, więc u nas chyba "świętej" wojny nie ma i chwała Bogu!

Moje uczucia do Pani Marii Czubaszek są ostatnimi czasy - powiedzmy - mieszane, ale w całej rozciągłości zgadzam się z Jej wczorajszą wypowiedzią, że Pan Owsiak nie zbiera przecież na swoje czerwone spodenki, i że można się zgadzać lub nie z Jego poglądami, ale to, co robi to wielka sprawa! Dołączam tędy swój maleńki głos, wielki szacunek dla Pana Owsiaka i podpisuję się pod zdaniem, które czytałam już w wielu miejscach - to jedna z właściwych kandydatur do Pokojowej Nagrody Nobla, rozkręcił gigantyczną orkiestrę serc!

sobota, 12 stycznia 2013

Upiorny koci twist

Zupełnie niechcący memu Menżu udało się idealnie opisać nasze starsze kocię. Poniżej muzyczny cytat przecudnej urody.



A kiedy już zmęczą ją nocne harce, odpoczywa nad ranem w świeżej pościeli słodkie kociątko.

 

czwartek, 10 stycznia 2013

Mój jazz

Przez większą część życia słuchałam (a nawet nieco pośpiewałam tu i ówdzie) muzyki rockowej, tudzież do rocka zbliżonej. Do światka nie specjalnie pasowałam, bo drugs, sex and rock'n'roll to niekoniecznie mój sposób na życie - wystarczy smocze palenie papierosów przez lat 6 (i od jakichś 6 już nie tykanie śmierdziuchów - się pochwalę, a co!). Zawsze ważniejsza była Rodzina (moja wielka, niedzisiejsza stało-uczuciowość i potrzeba utrzymywania kontaktów na wszystkich poziomach w miarę sił i czasu) i  "normalna" praca - taka, która pozwoli na godne życie i spełnianie własnych i cudzych marzeń raz na czas jakiś. Przygoda z muzyką była marzeniem właśnie. Pieniądze pożerała, nie dawała. Dla mnie była niezwykłym doświadczeniem i pasją. Ale absolutnie nie wspięliśmy się na poziom pozwalający na myślenie o porzucaniu wszystkiego w celu zostania gwiazdą rocka - moja odpowiedzialność i zdrowy rozsądek nie pozwoliły by na taki spontan. Generalnie, przygoda z zespołem pozwoliła mi  na odkrycie siebie i stwierdzenie, że właśnie nie pasuję do tej układanki, że jestem zbyt "poprawna", a nie spontaniczna, szałowa, rock'n'rollowa, etc., ku zaskoczeniu co poniektórych. Dlatego też, wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że gwiazdą rocka już nie będę. Ehh.

Tymczasem, stanowczo złagodniałam muzycznie. Fali gitar i buntowniczych wokali potrzeba mi z rzadka. Brutalny, hałaśliwy świat wokół, media dostarczające rozrywki coraz wyższych lotów (sic!), pęd w pracy i po pracy, obowiązki, ambicje, ciągłe nienasycenie w wielu sferach życia, zazwyczaj wystarczają za tę rockową cząstkę mnie. Po powrocie do naszego gniazdka, najbardziej potrzebuję ciepłych dźwięków i pogodnych filmów o czymś.

Do rzeczy. Nie jestem amatorką takiego, nazwijmy to, korzennego jazzu, za cienka jestem na to i zamiast się delektować, za każdym razem staram się wielce, żeby odnaleźć urok w niezrozumiałym dla mnie i za trudnym muzycznym haosie. Dlatego właśnie, powyższego, uwielbiam koncerty w Jazz Cafe, gdzie mogę zasiąść tuż, tuż obok, znakomitych muzyków jazzowych szalejących w jadalnej dla mnie, przepysznej formie.

Z okazji urodzin, z lekkim wyprzedzeniem, Mąż zabrał mnie na koncert Grzegorza Turnaua. Tu poczynię wyznanie, iż uwielbiam Pana, Panie Grzegorzu, z kochaniem wyrywać się nie będę, nie przystoi. Artysta za instrumentem to pojawiał się przede mną, to znikał za plecami rosłego widza na krześle przede mną, ale cóż to była za uczta. Z szeroko otwartymi ślepiami śledziłam każdy ruch, na przemian, basisty i saksofonisty. Perkusista skrywał się skrzętnie za postawną sekcją dętą. Cudnie było zobaczyć twórcę tego charakterystycznego brzmienia w wielu utworach (saksofon sopranowy, zdaje się), Pana Leszka Szczerbę w akcji. Trudno opisać taki wieczór, skojarzenia, mgnienia, mrugnięcia, wzruszenia, wspomnienie o Panu Wasowskim, tekst Młynarskiego, liczne doskonałe cytaty, bo i Sting się pojawił i McCartney. Oczywiście czekałam na deszcz z Brackiej i bujanie między ciszą, ale niesamowicie było usłyszeć Pana Grzegorza w innych kompozycjach. A na kolana powaliło mnie wykonanie utworu Na plażach Zanzibaru, gdzie Turnau wystąpił w podwójnej roli: siebie i Sebastiana Karpiela-Bułecki, mało nie pospadaliśmy z krzeseł. Genialne! Nie mogło także zabraknąć wspólnego śpiewania - wybór padł na utwór Liryka, liryka do słów Gałczyńskiego.

Podsumowując, cudny wieczór, który na pewno na długo pozostanie w mej pamięci, kolejny w Jazzie, do którego chcę i mam nadzieję, że dane mi będzie wracać i wracać. Ot, taki sobie, niewielki lokal, rodzinna atmosfera, ciepła herbata, zamiast wyskokowego drynka, jak na mnie przystało i fantastyczna szarlotka na ciepło z lodami. Wymarzone urodziny! Dziękuję.

niedziela, 6 stycznia 2013

Zagrajmy razem dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy!

Pobijajcie, podbijajcie!!! Gorąco zachęcam do licytacji wszystkiego, co na WOŚP'owym Allegro! Ja także wystawiłam swoje skarby. W piątek końca dobiega aukcja prześlicznego, porcelanowego naparstka angielskiej wytwórni Chelsea Porcelain prosto z Mojej Kolekcji Naparstków.


W niedzielę natomiast, w dniu wielkiego finału Orkiestry, po godzinie 11 zakończy się licytacja uroczych kolczyków z kotkami szczęścia (Maneki-Neko) od Ikati Jewellery!


Gorąco zapraszam do licytacji na rzecz ratowania życia dzieciaków i godnej opieki potrzebujących seniorów - a Dzień Babci i Dzień Dziadka tuż, tuż! Pomóżmy razem! Licytujcie na aukcjach dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com