niedziela, 26 sierpnia 2012

Łikend jak zawsze pracowicie

Dzisiaj napracowałam się wielce i uporządkowałam nasz nieco zaniedbany zeszyt z zaproszeniami oraz biletami z teatru, kina, wystaw, itd. Trzeba będzie jeszcze zasiąść solidnie do zdjęć, które - chyba nietypowo dla naszego pokolenia - postanowiliśmy wywoływać. Najpierw jednak trzeba znaleźć czas i wybrać te wyjątkowe, a że mamy solidne zaległości to musimy to dłuższe posiedzenie zaplanować, bo zajmie nam ono, oj zajmie...



Przygotowałam także kilka zawieszek na Ikati, o czym możecie poczytać na blogu. Poprzestawiałam i dosadziłam kwiaty i tylko na naparstki zabrakło znowu czasu, ale w końcu się znajdzie, już ja o to zadbam. Z blogiem nie jestem na bieżąco, a i odświeżanie strony niedomaga, a do tego trwa i trwa i znowu muszę męczyć o to Męża - jak to dobrze, że mogę pomęczyć, sama nie dałabym sobie rady z tym wszystkim.




Na balkonie dumnie już stoi moja wymarzona ławeczka, z którą Paweł mocno się namęczył, ale po malowaniu wygląda naprawdę imponująco, no i pomieściła wszystkie skarby, które zawalały nasz "ogródek". Pomysły mi się nie kończą, także balkon ewoluuje, tak, jak i całe mieszkanie.



piątek, 17 sierpnia 2012

Znowu w kuchni chwil kilka

Zafundowaliśmy sobie mały, trzydniowy konkretnie, urlop u Rodzinki. Jak to ostatnio u mnie bywa, nawiozłam skarbów od mojej Cioci, która za nic nie mogła pojąć, cóż ja w tym widzę. A przecież buszowanie na targach staroci niejednokrotnie ukierunkowane jest na takie cacka, które można potem wykorzystać, jako ciekawą ozdobę, bądź wykorzystać w jakiś nietypowy sposób.


Na przykład wywleczona przeze mnie bańka na mleko, która póki co zamieszkała na kuchennym parapecie, może być doskonałym wazonem albo pojemnikiem na sztuće.


Znalazłam także ceramiczne odważniki, którymi z namiętnością bawiłam się w dzieciństwie, także mają dodatkowo sentymanetalne znaczenie. Z bananem na twarzy załadowałam je do torby i przywiozłam do nas.


No i terem, terem, jest, jest też nareszcie od roku poszukiwana (całą niemal rodziną) ta oto roślina - Hebe! Udało się w końcu w kwiaciarni nieopodal. Na razie jest zieloniutka, na zdjęciu nie prezentuje się może jakoś powalająco, ale czekam wielce, kiedy obsypie się kwiatami, bo dopiero zaczyna. Przy okazji i zupełnie niechcący natknęliśmy się na taką oto stronę Stowarzyszenia Hebe! Biorąc pod uwagę, że znalezienie roślinki graniczyło z cudem, liczba gatunków na tej stronie robi kolosalne wrażenie. Miłego łikendu Wam życzę i słonka!

środa, 8 sierpnia 2012

Miły prezent i nowe drobiazgi

Dostałam od Ewy fantastyczny prezent, który będzie się do mnie uśmiechał na stanowisku pracy moim ukochanym fioletem - misternie przygotowana bransoletka z napisem Ikati Jewellery. Bardzo, bardzo dziękuję :* Jak widać na załączonych obrazkach, nie mogę się zdecydować na miejsce, z którego będzie mnie podglądać, ale pracuję nad tym.



Kuchnia tymczasem wzbogaciła się o nowe drobiazgi. Przede wszystkim, długooczekiwana ażurowa miska na owoce. Poniżej prezentuje się pusta i tak pewnie będzie to przez większość czasu wyglądało, bo Lusia niestety bardzo dokładnie ogląda wszystkie owoce i zawsze sprawdza mniejsze i większe potencjalne kocie zabawki.


W sklepie Wszystko za 5zł natomiast upolowałam, w cenie nieco wyższej niż tytułowy piątak, dwa pojemniki na przyprawy. Idealne!


Na zakończenie, nasza urocza ramka w przedpokoju (którą zapominałam wstawić w poprzednich wpisach). No mam słabość, a co!


Pozdrawiam Was wielce pracowicie, bo dzielnie powstają nowości do Ikati i nie tylko. Nabrałam nowych sił, więc trzeba korzystać!

sobota, 4 sierpnia 2012

Z krótką wizytą w kuchni

Storczyk zdążył już pogubić płatki, a ja ciągle nie miałam kiedy zamieścić zdjęć, dlatego teraz mam świetną pamiątkę, a i Wam mogę pokazać, jak było ślicznie. Maleńką doniczkę wstawiłam do angielskiego mlecznika. W kuchni prezentuje się idealnie. Wątłej mięty w tle już się pozbyłam, a w miseczce z maszkaronami próbuje - wbrew Lusi - rozwijać się roślinka, której nazwy niestety nie znam - drobne kuleczki, które przy dotknięciu spadają, każdą można wetknąć w ziemię i próbować rozmnożyć - no to próbujemy :)



A niżej to już Lucynka z moją lalą. O dziwo, nie zajada wełnianych włosów. Zdarza jej się jedynie umyć filcowe buciki. Poza tym, głównie sobie razem przesiadują.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com