poniedziałek, 9 lipca 2012

Weryfikacja

Bosz, jak ja się nie odnajduję w tym knuciu, udawaniu, się niby-lubieniu, przyklejonych uśmiechach i tych innych. A jakże bym chciała i jak się ciągle nabieram, bo przecież ja tak nie mam to inni na pewno też nie, na pewno lubią, szanują, chcą się spotkać... i ciągle się nabieram, i ciągle żałuję, i ciągle - raz na jakiś czas się przelewa - i znajomych ubywa, się wykruszają, sami, bo bez wproszenia się w ich świat, oni tego mojego nie potrzebują. Trudno.

Dla mnie relacja to nie moje dopraszanie, zabieganie, się proszenie, to chęć wypływająca z obu stron. Nie jestem jakąś wariatką, nie że codziennie, co tydzień, co ileś, to nie ping-pong, ale jeśli widzę, że komuś totalnie nie zależy, że ja "ciuciuruciam" te swoje żałosne mejle, smsy... raz, drugi, trzeci i nic... i nie ma odzewu, trzech słów co u nich, że zabiegani, że nie było jak, czasem tylko jakaś odpowiedż "na odwal się", ale żeby tak sami z siebie...? Co to to nie...

I nie chcemy się zamykać, choć we własnym sosie nam całkiem dobrze, ale czas weryfikuje fatamorganę wielkich przyjaźni i zwykłych znajomości, a proza życia pokazuje tych prawdziwych i to jest wielkie zaskoczenie i wielka radość, i nie potrzebuję tych dzikich tłumów :) Dobrze, że jesteście. Zostańcie, jeśli możecie.

Taka ze mnie staromodna baba jakaś,
w pisaniu listów też bym się odnalazła :)

2 komentarze:

Ewa pisze...

Pięknie napisane Agnieszko, ja mam dokładnie tak samo jak Ty. Nieważna ilość, ważna jakość :)

strelicja pisze...

Podpisuję się pod tym obiema rękami...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com