sobota, 24 marca 2012

Kokardki i chora koteczka

Na dobre zaczęły się wiosenne porządki. Święta tuż, tuż, więc przyszła pora na mycie okien, w czym oczywiście dzielnie towarzyszyła Lusia.


Kociczka zupełnie nie wygląda na chorą, a po wizycie u weterynarza okazało się, że ma zapalenie dziąseł. Kurujemy ją ślicznie pachnącą, waniliową pastą. Nigdy nie przyszło by mi do głowy, żeby zaglądać kocurowi do paszczy, że może coś być nie tak. Warto wiedzieć, że tego też trzeba pilnować. Dziąsła są mocno podrażnione, zaczerwienione i może to niestety mieć podłoże genetyczne, co oznaczałoby walkę z tym ustrojstwem przez całe lusiowe życie.


Kuchnię ozdobiłam nowymi kokardkami. Na wszelkie możliwe sposoby rozświetlam mieszkanie. Stąd fascynacja bielą i beżem, w pokoju królują szarości i brązy, w pracowni soczysta zieleń, ale także nieodłącznie biel. Wyżej wspomniane kokardki to łatwa do przygotowania ozdoba, którą znakomicie można wpasować dosłownie wszędzie, to kwestia doboru koloru i wzoru. Swoje tasiemki upolowałam na Etsach :)





Lawenda w kubełku, podejście drugie - znowu nic nie kiełkuje. Chyba nic z tego nie będzie. Upoluję pewnie gotową na balkon, ale na razie na balkonie szaleństwa odbywają się dość statecznie, bo w planach niezmiennie zabudowa i od niej sporo zależy. Nie mogę się doczekać!

poniedziałek, 19 marca 2012

Nowy teledysk Ani Rusowicz

Jakieś takie śpiąco-marudzące jest dzisiaj moje usposobienie. Siedzę i wymyślam strachy różnorakiej natury - nie wolno. Na uśmiech daję sobie i Wam cudny nowy teledysk Ani.

niedziela, 18 marca 2012

Wiosna, ach to ty

Pachnie wiosną. Spragnieni słońca wczoraj zaliczyliśmy dwa spacery. Na dworze pachnie świeżą ziemią. Powoli wykluwają się pierwsze roślinki. Paweł ogarnął bałagan na balkonie. Zieleni się wrzos i jedna z płożących roślinek wypuszcza niewielkie różyczki. Na razie nie zarządzamy jakichś plantatorskich szaleństw w naszym małym ogrodzie, bo będziemy się przymierzali do zabudowy balkonu. Nie planujemy - jak co poniektórzy - powiększenia mieszkania o kolejne, z reguły magazynowe i dość strasznie wyglądające, pomieszczenie. Może uda się przygotować coś na kształt naszej własnej oranżerii. Na pewno musi znaleźć się "skrawek" dla rowerów i jakaś ławeczka, marzy mi się także pergola, ale ćśś. Jakoś sprytnie to wszystko wymyślimy.



Tymczasem, rozpoczęły się szaleństwa domowe. Sprawnie wprowadziłam w życie ziołowe plany i pojawiła się bazylia i majeranek. Majeranek zamieszkał na lodówce w nowej osłonce, którą upolowałam na Allegro i pomalowałam na biało. Teraz dołożyłam tam śliczną, drobnolistną paprotkę z... Biedronki, ale jeszcze nie mam zdjęcia :)





Bazylię już wykorzystaliśmy kulinarnie. Polecam: dwie puszki tuńczyka w sosie własnym, puszka kukurydzy, mały słoik czarnych oliwek, dwa ząbki czosnku, mała cebulka, bazylia, makaron penne. Wymyślone na prędce. Bardzo łatwe do przygotowania. Trwa chwilę i jest naprawdę pyszne.




Lucynka z zachwytem dorwała się do świeżoposadzonej trawy. Próbuje już także podgryzać wyglądający spod ziemi owies. Na szczęście zioła i rzeżucha chyba pachną dla niej mało zachęcająco, więc te roślinki będzie można wykorzystać do celów spożywczych. Skrzydłokwiat niestety okazał się pyszny i co drugi liść jest elegancko wyprofilowany. No cóż, dopóki nie robi podkopów i nie zrzuca doniczek, to także jej roślinki.

piątek, 16 marca 2012

Zioła

Zerknęłam na zeszłoroczne zdjęcia kuchennego parapetu z Lucynką w ferworze rozpakowywania zakupów. Zioła wymarły śmiercią mniej lub bardziej naturalną, ale teraz, kiedy patrzę na tę soczystą zieleń w słońcu chyba nie odmówię sobie powtórzenia jakiegoś ziołowego szaleństwa w kuchni. Miałam natkę, bazylię i oregano. Najbardziej lubiłam oregano, które niestety przelałam.



Lusia co prawda lubuje się w wykopywaniu i obgryzaniu roślinek, ja ponownie usadzam je na miejsce, a Lucy znowu podkopuje... i tak się "bawimy" do znudzenia. W zależności od... trudno powiedzieć od czego, przejawia mniejsze lub większe zainteresowanie danym obiektem. Głównie to chyba kwestia nudy. Wilelkość, gatunek czy forma nie mają znaczenia. Kolczaty czy mechaty, przyjdzie na niego pora :)

poniedziałek, 12 marca 2012

Słoje z grubego szkła i mały, niebieski szkodnik

W prezencie od Rodziców dostałam przepiękny skrzydłokwiat. Pierwszy dzień bez naszego czujnego oka nie był dla niego najbardziej udany, bo Lusia gustuje w kwiatach wszelakich i bardzo konsekwentnie je degustuje. Kilka dni temu wysiałam kici trawę (w jednej z moich ulubionych doniczek zresztą), ale oczywiście to nie w pełni ją satysfakcjonuje. Jak wiadomo, każda roślina smakuje inaczej. Zupełnie nie przeszkadzają jej te, które wedle mądrych źródeł, powinny przyprawiać ją o mdłości. W ten radosny sposób wykończyła na przykład skutecznie aloesa.


Chciałam Wam dzisiaj pokazać wypatrzone przeze mnie, niedrogie słoje z grubego szkła. Wyższy, upolowałam w Ikei. Bardzo lubię te old-scholowe zamknięcia. Świetnie, że można teraz łatwo dostać takie skarby za niewielkie pieniądze. Niższy, mało romantycznie upolowałam w Auchan (na wagę! za 4 złote!). Ogromnie go lubię!


I jak?

sobota, 10 marca 2012

Lala Lila

Przyleciała do mnie moja wymarzona, ręcznie szyta lala. Skarby znalazłam w Romantycznym Domu Avy. Piękne zdjęcia znakomicie pokazują kolorowe anioły, lale i zające. Teraz, kiedy mój anioł do mnie przyleciał, mogę podziwiać kunszt wykonania. Gorąco Wam polecam urokliwy kącik Avy. Moja Lila jest fantastycznie uszyta. Póki co, fotki zrobiłam w pokoju na półce. Docelowo Lila zamieszka w kuchni, dlatego wybraliśmy taki właśnie kolor. Czekam teraz na półkę, na której zasiądzie mój anioł i mnożę w głowie pomysły, o takim zamontowaniu półki, żeby Lila nie straciła głowy dla Lusi :)

wtorek, 6 marca 2012

Słodkości, kawa i ja w ferworze walki

Łikend pozwolił mi odrobinę ochłonąć, a dzisiaj - po powrocie ze służbowego szkolenia - mam chwilkę na wrzucenie niedzielnych fotek. Uwielbiam sobotnio-niedzielne bycie u siebie, tak po prostu. Na co dzień mamy niewiele czasu dla samych siebie i dla siebie nawzajem. Dlatego zawsze z utęsknieniem czekam na piątkowe popołudnia.


Lubię po prostu być w domu. Po tygodniowym maratonie nie mam siły ani ochoty na wypady, chociaż na pewno - jak to ja - chciałabym zjeść ciastko i mieć ciastko. Chciałabym wyjść i nie wychodzić. Wyspać się, a jednocześnie robić w tym czasie coś innego. Ehh, wieczne niespełnienie i tyle pomysłów, a jednocześnie nieustająca samorealizacja. Życie jest cudne.


Przepis na uśmiech od rana? Kawa smakuje najlepiej w porcelanowej filiżance od Ukochanego. Na spodku delikatnie topi się karmel z przekładańcowego wafla. Na początek jakaś lekka telewizja śniadaniowa, a potem już tylko praca, praca, praca, cokolwiek... obrazki, biżuteria, decoupage, jako że coraz więcej słońca za oknem pomnażam też dzielnie zasoby domowej zieleni.



Taca ze zdjęcia spokojnie dosycha i wkrótce ozdobi kuchenne przestrzenie. Nie wiem jeszcze dokładnie, gdzie zagości. Na razie wiele u nas pustych miejsc, co daje pole do popisu, ale powoduje również, że trudno dostrzec w tym jakąś całość. Moje wizje w konsekwencji nie zawsze trzymają się kupy, ale staram się dzielnie i tworzymy wspólnie wymarzone wnętrze. Ustawiam, przestawiam, planuję, a Paweł dzielnie to znosi i - w znakomitej większości przypadków - uśmiecha się do efektów niekończącego się się urządzania. Miłego wieczoru :)

niedziela, 4 marca 2012

Wywoływanie wiosny

Z utęsknieniem czekam na wiosnę. Na szczęście za oknem coraz więcej promieni słonecznych. Psychicznie niezwykle mi to służy, nieco gorzej z formą fizyczną. Przesilenia wszelakie niestety nie dodają mi skrzydeł. Jak to u mnie bywa, ciśnienia właściwie nie mam, więc snuję się lekko nieprzytomna, ale wielce uśmiechnięta.


Kocisko sukcesywnie, skutecznie pozbawia mnie roślinek. Zmuszona jestem do ukrywania kwiatów (z reguły wszystkie lądują w małym, zamkniętym przed futrzakiem pokoju). Niewielki kaktus w kuchni pozbawiony został wszystkich drobnych kulek, jakie zdołał wypuścić. Lusia codziennie wyjmuje go z doniczki, a ja montuję go spowrotem i tak się oto "bawimy". No, głównie Lusia się bawi. Uwielbiam kwiaty, więc uparcie walczę z moją niebieską ogrodniczką.


Po zimie kwiaty są dość zabiedzone. Staram się teraz mocno je odżywiać i zaopatruję się w nowe zielone. Będę ukrywać przed kociskiem, chować na wysokich półkach i wymyślać nowe miejsca. Obie jesteśmy oparte.


Zaopatrzyłam się także w typowo wiosenne ozdoby. Na półce zagościły żonkile i krokusy. Ciekawy efekt uzyskałam wyjmując roślinki z doniczek i "wrzucając" kwiaty razem z ziemią do przezroczystych wazonów. Efekty możecie podziwiać na zdjęciach. Polecam to proste rozwiązanie. Jasne korzenie są dodatkową ozdobą. Pozdrawiam Was wiosennie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com