środa, 9 listopada 2011

Utwierdzam się w przekonaniu, że jestem dziwolągiem

Od niedawna jestem dzielną członkinią wspólnoty mieszkaniowej. Do tematu podeszliśmy wielce poważnie, z zamiarem chodzenia na wszystkie zebrania, zaglądania na forum i ogólnego śledzenia, co na osiedlu i wokół niego piszczy.

Na ostanim zebraniu grupa mieszkańców obaliła panujący nam zarząd. Jako, że prawo przewiduje, że 1/10 mieszkańców może podejmować wszelakie inicjatywy w imieniu ogółu, Państwo wystosowali pismo, zadziałali i skutecznie dotychczasowego zarządcę zawrzeszczeli. Nie uważam, żeby niezadowolenie ze stanu obecnego było bezpodstawne, nie mniej jednak, poziom dyskusji pozostawiał i pozostawia wiele do życzenia.

Jako, że nie jesteśmy zaprawieni w bojach i niewiele jeszcze widzieliśmy staramy się nie specjalnie włączać do rozmowy, bardziej się przyglądamy, słuchamy, chociaż czasami naprawdę trudno wytrzymać. Jedna z młodziutkich Sąsiadek na pytanie, czym właściwie spowodowane są te działania (bo my akurat pisma 1/10 nie widzieliśmy) odpowiedziała, że właściwie to Ona tak dokładnie nie wie, ale że przecież bardziej ufa "kolegom mieszkańcom", bo Oni na pewno będą chcieli lepiej dla własnego osiedla niż jacyś obcy ludzie. Moje gratulacje.

Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, pozostaliśmy w oszałamiającej, trzyosobowej grupie od głosu się wstrzymujących, cała reszta - w dużej mierze jak nasza młodziutka Sąsiadka - podążyła owczym pędem za zaufanym przyszłym zarządem. My nie byliśmy tak entuzjastyczni. Jakoś tak nie ufam od razu ludziom, których widzę drugi raz w życiu, do tego prezentującym się głównie poprzez okrzyki, przerywanie w połowie zdania i buczenie, kiedy ktokolwiek próbuje wyrazić inną opinię. Nie chcę być tak traktowana, dlatego dzielnie będę pracowala nad się nieodzywaniem i nie mam też przekonania, że takimi metodami dużo zdziała się na zewnątrz wspólnoty, ale - jak już pisałam - pewnie za mało widziałam.

Tymczasem, furtka - o którą tak walczyła pewnie jakaś alternatywna 1/10 - bimba się z lewa na prawo, bo przecież trudno nosić ze sobą klucze. Zamykanie śmietnika również jest zbyt skomplikowane. Drzwi do klatki pozbawiono uszczelki. Oznakowania miejsc parkingowych poprzechylały się od umiejętnego parkowania w kierunku "od się". I ciekawe, kiedy ktoś znowu parkując, gdzie nie powinien wjedzie w zreperowane świetliki albo kiedy jakieś złośliwe bydle znowu wkroczy na teren naszego osiedla, żeby zrobić perfidnie kupę pod schodami do jednej z ostatnich klatek...?

1 komentarz:

Viva Kuba! pisze...

Przepisy spółdzielni mieszkaniowej to jest coś tragicznego. Można doktoraty i habilitacje na ten temat pisać :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com