niedziela, 8 lutego 2015

Maneki-neko na szczęście

Dostałam wczoraj genialny prezent, który muszę Wam pokazać!


Słyszałam już o kotkach Maneki-neko, a to za sprawą korali, które wykorzystywałam do wykonania kolczyków. Maneki-neko to figurka kotka z krótkim ogonkiem i podniesioną, machającą łapką - ponoć najczęściej lewą i taki jest mój :) Jest przerażająco złoty, ale chyba o to chodzi, jak szczęście to na całego. Bardzo podoba mi się właśnie ten przesadnie zdobny wzór.


Jako kociara jestem absolutnie zachwycona! Kotek ma przyciągać dobrobyt i odpędzać nieszczęścia i oby tak było. Bardzo dziękuję Aniu i Piotrze za cudny prezent!


Napiszę, że dostałam także nową książkę, aromatyczną, cynamonową kawę i płytę Meli Koteluk, której jeszcze nie zdążyliśmy upolować, także bingo! Po pierwszym przesłuchaniu muszę powiedzieć, że płyta naprawdę jest bardzo, bardzo dobra. Cieszę się, że dołączyła do naszych muzycznych skarbów.

wtorek, 6 stycznia 2015

Nowe oblicze starej ramki

Już od jakiegoś czasu działała mi na nerwy potrójna ramka wisząca w kuchni. Wszystko przez to, że passe-partout kompletnie straciło kolor i przestało ładnie prezentować się z reprodukcjami kwiatowych grafik.

Myślałam o przemalowaniu passe-partout. Kilka dni temu wreszcie dojrzałam do tego pomysłu. Poniżej możecie zobaczyć efekty. Ramka tymczasowo zamieszkała na stole, bo na jej miejscu wiszą nowe półki na naparstki :) Jestem bardzo zadowolona z efektu!


sobota, 3 stycznia 2015

Skrzypek na dachu

Ten blog powstał, aby dzielić się spostrzeżeniami, moimi małymi odkryciami, chwilami. Najwyraźniej przez całą wieczność nie miałam nic mądrego do powiedzenia ani pokazania. Kilkukrotnie zastanawiałam się nad zlikwidowaniem tej strony, no bo taki pustostan nie wygląda zachęcająco, ale ciągle mam poczucie, że nie chcę zamykać tych drzwiczek, bo mogą się jeszcze przydać.

Wczoraj wybraliśmy się do Teatru Żydowskiego na Skrzypka na dachu i tym wydarzeniem absolutnie muszę się z Wami podzielić, bo rozpoczęliśmy rok w niezwykły sposób.

Plakat pochodzi ze strony Teatru Żydowskiego

Nie byłam dotąd w Teatrze Żydowskim. Wrażenie zrobiło na mnie już samo wnętrze, które jest niezwykle przytulne, a to za sprawą stosunkowo niewielkiej przestrzeni i ciepłego wystroju, w którym na pewno znaczącą rolę odgrywa drewno.

Scena teatru też jest niewielka. Tym bardziej imponująco wygląda całe przedstawienie, podczas którego wielokrotnie na scenę wychodzą wszyscy aktorzy, tańcząc i śpiewając, a obok nich i w tle przesuwa się prosta scenografia   cztery ruchome elementy, z których wyczarowane zostają rynek, ulice i wnętrza domów Anatewki.

Spektakl zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przez trzy godziny na przemian uśmiechałam się i wzruszałam. Skrzypek na dachu to bardzo mądra i ponadczasowa historia z przepiękną muzyką. Nie będę opisywała fabuły, ale serdecznie polecam Wam wybranie się do Teatru Żydowskiego na ten wyjątkowy musical.

Samych cudowności w Nowym Roku!

P.S. Chciałoby się móc częściej wrócić do Anatewki. Wciąż pamiętam jakieś skrawki historii Tewji mleczarza z filmu widzianego w dzieciństwie, jednak od lat nie udało mi się wypatrzyć go w programie telewizyjnym. Może to ze względu na długość - chociaż jakoś nie przeszkadza to w pokazywaniu Trylogii czy Krzyżaków...

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Wiosennie z witrynką w tle

Zapomniałam już jak ładnie prezentuje się w kuchni nasz różowiutki obrus. Teściowa podarowała mi przepiękne goździki, które genialnie się z nim komponują. Całość stworzyła cudowny klimat. Ucieszyłam się szczególnie, bo szukałam odpowiednich goździków, ale albo były jakieś zmarnowane, albo miały nieodpowiedni kolor. Te są idealne!



Nie było jakoś dotychczas okazji (i światła, żeby przygotować zdjęcia), żeby pokazać nasz nowy kuchenny mebelek. W mojej wymarzonej kuchni jakiś czas temu zagościła moja wymarzona witrynka. I jak wyszło?



piątek, 18 kwietnia 2014

Porządki w naszym ogródku

Przygotowałam kilka zdjęć z naszych wczorajszych porządków. Tak jak pisałam, w tym roku będą u nas królowały żółcie i fiolety. Do zagospodarowania pozostał jeszcze biały koszyczek. Nie wiem tylko co na to Lusia, bo na razie urzęduje w nim w pełnym słonku, co prezentowała we wczorajszej sesji zdjęciowej.


Dla koteczki, podobnie jak w zeszłym roku, urządziłam niewielki trawnik ze źdźbłami owsa. Bardzo ładnie się sprawdził, a i świeża trawka prezentuje się całkiem elegancko w wiklinowej donicy.
 
 
Pewnie dlatego, że we wszystkich ogródkach królowały kiedyś aksamitki, jakoś nie bardzo mogłam się do nich przekonać. W tym roku wyposażyliśmy się w piękne, żółte kwiaty. Te wielokolorowe nadal jakoś nie są moimi faworytami, ale może to kwestia czasu :)
 
 
Na naszym balkonie nie mogło także zabraknąć obowiązkowej lawendy. Tegoroczną zdobią kwiatuszki ze skrzydełkami. Cudna jest!
 

Wymieniłam także bluszcze oraz trzmieliny. Niestety ani jedne, ani drugie nie przetrwały zimy. Nie wiem, co tym razem narozrabiałam (pewnie znowu przelałam), ale osłabły jakoś w tym czasie, kiedy zrobiło się już nieco cieplej.
 
 

W ramach "dofioletowiania" ogródka dokupiliśmy dzisiaj jeszcze surfinie w genialnym kolorze. Do tego mamy wspomnianą wyżej lawendę oraz - nowość u nas - celozję.



Ach, no i zapomniałabym o donicy z pergolą. W poprzednim sezonie clematisy jakoś nie nawojowały. Bardzo szybko zamęczyło je, panujące na naszym balkonie, pełne słońce. Nie wiem, jak będzie w tym roku, ale - póki co - pięknie odbiły po zimniejszym czasie. Skrzynkę również przyozdobiłam żółciutkimi aksamitkami.
 
 
Życzę Wam pięknego, słonecznego, Świątecznego czasu! Wesołych Świąt!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Wszędzie wiosna

Korzystając z wolnego dnia zainicjowałyśmy dzisiaj z Lusią balkonowe porządki. Od rana dzielnie mi pomagała, przesadzała, podlewała, zamiatała. W tym roku idziemy w żółcie i fiolety. Efektów jeszcze nie zaprezentuję, bo pozostało jeszcze ostateczne uprzątnięcie naszego ogródka, ale mogę pokazać delektującą się słonkiem koteczkę. Zapraszam zatem na Lucy Session! Słonecznego łikendu i pięknych Świąt!








sobota, 25 stycznia 2014

Zaklinamy

Za oknem warstewka śniegu i bardzo, bardzo zimno. Na szczęście nie musiałam dzisiaj wyściubiać nosa z ciepłego mieszkanka, ale Paweł zaliczył już mały, bazarowy maraton, także potwierdzamy - jest mega mróz! Generalnie ja to nawet lubię i wiem, że to wszystko potrzebne, tylko proszę bez przesady z tymi niskimi temperaturami.

Najgorsze są dla mnie te ciemne, przykrótkie dni. Dlatego w takie dni jak dzisiaj jestem zachwycona, bo za oknem mamy piękne słońce. Dodatkowo, dom ocieplam i koloruję kwiatami.

 



Cebulaki, jak szafirki czy hiacynty dają fantastyczne możliwości. Czekam także na kwiatuchy na grudniaku, który nieśmiało od kilku dni zbiera siły. Polecam Wam gorąco na te zimne dni takie kolorowe promyki, a do tego oczywiście niezmiennie jakąś aromatyczną kawę czy herbatę i przytulny kocyk pod bokiem. Pozdrawiam cieplutko!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com